Historia na dziś: Jak to wszystko się zaczęło, czyli o początkach wędrówki pod rękę z "używkami".
Zdarzyło się to 4 lata temu (aż nie chce mi się wierzyć, że tyle czasu minęło), w gimnazjum. Byłam stosunkowo grzeczną i bezproblemową nastolatką. Nie paliłam papierosów, nie upijałam się do nie przytomności, nie uprawiałam sexu z nowo poznanym chłopakiem na imprezie. W klasie miałam chłopaka uzależnionego od zioła. Pewnego dnia stwierdziłam, kurde, chcę tego spróbować. Pogadałam z nim i umówiliśmy się na popołudnie. Załatwił towar. Było już ciemno, poszliśmy do parku. Nabił fifkę, rozpalił. Na początku się bałam, nie wiedziałam jak to się robi. On mnie nauczył, wprowadził w ten świat. Biorę pierwszy wdech. Czuję jak zielony dym wypełnia moje płuca, przepływa przez całe ciało, trafia do mózgu a na końcu do serca. Cudowne uczucie ale to była jedynie zapowiedź tego, co przyszło po kilkunastu minutach. Ciało jak z waty, mgła wypełniająca oczy, mózg... Czujesz jak powoli odlatujesz, ale nie za daleko. Unosisz się pięć centymetrów nad ziemią i tak podążasz w nieznane. Przestaje istnieć jutro, nie ma kłopotów, a szkoła to tylko dziwne słowo. Liczy się tylko to, co jest tu i teraz.
Po jakimś czasie, ciężko mi jest określić czy to była godzina czy sześć, wróciłam do domu. Rodzice nic nie mówili, więc ani nie było aż tak późno ani nic nie zauważyli. Przemknęłam do swojego pokoju i położyłam się spać. Obudziłam się następnego dnia rano, przede mną kolejny dzień, ale ja już wiem, że to nie będzie zwykły dzień...
Tamtego wieczora poznałam tych, którzy byli ze mną przez następny rok. Dzięki koledze z klasy, weszłam wśród ludzi, którzy ukierunkowali moje najbliższe życie. Mimo, że teraz mam z nimi bardzo słaby kontakt, to nie zapomnę nigdy tego, co zrobili dla mnie przed kilku laty. Jestem im wdzięczna, za to, że pozwolili mi wejść w ten świat.